-

krzysztof-laskowski

Historia Królestwa Węgier. Księga VII. Część III

Szymon, w niewielkim stopniu nadejściem Turków przestraszony, jął się do obrony przygotowywać, wrogów, którzy ośmielili się bliżej podejść, strzałami i kulami odpędzać, większymi kolubrynami szańce i kosze wrogów rozpraszać, w końcu rzecz znakomicie i mężnie prowadzić, tak że Ahmed, po tym gdy los nie zadowolił się pierwszymi jego wysiłkami, był zmuszony z obozu Sulejmana większe balisty uzyskać i przywieźć. Gdy one dotarły, Turek, oceniwszy, że należy tymczasem dać żołnierzowi spokój od walki, tak długo aż umocnienia od żelaznych pocisków otwierają się, czyniąc wejście, postanowił walczyć poprzez rzucanie nimi w mury i złamać opór wobec oblegających. Ponieważ działania te trwały nieprzerwanie dzień i noc, zniszczona została tak wielka część murów, że uznał, że żołnierze mogą poprowadzić atak na fortecę. Ale pokonanie fos nastręczało wielkie trudności. Ponieważ były one wypełnione wodą, tym, którzy zamierzali wejść na ruiny murów, całkowicie odcinały dostęp. Tak więc by z obydwu obozów wielka liczba wieśniaków spośród Greków, Traków i Bułgarów pod przymusem poszła naciąć materiału do najbliższych wąwozów leśnych i nacięty przyniosła na wielbłądach, mułach i wozach, nakazał, tak żeby fosa po wrzuceniu tam sierpów i gałęzi oraz szańców ziemnych nieprzewidzianym wysiłkiem wypełniła się. Gdy wrogowie z zapałem dzień i noc wykonują tę pracę oraz w dużej części ją kończą, nasi, w pełni świadomi swojej niewielkiej liczby i ubogością rzeczy potrzebnych do tego, którymi można by było materiał do podpalenia i usiłowania wrogów usunąć, w rzeczy samej wartami i ciągłymi wysiłkami tak bardzo zmęczeni, że ledwie trzymali się na nogach, złączyli prawice, dali sobie nawzajem gwarancję, chcąc przypuścić atak na wrogów, i przysięgli, że dadzą ostateczny przykład męstwa i siły oraz umrą z wrogami. Mogli wprawdzie na łódkach i statkach, które mieli na podorędziu, pokonać Sawę w tak wielkiej ciszy, że wrogowie ich ucieczki w ogóle nie zauważą, ale mężowie woleli potomnym przekazać wieczną pamiątkę męstwa swojego imienia i zostawić Šabac wrogom okupiony wielką daniną krwi. Dlatego wrogowie, znowu atakując przez wypełnioną fosę wielką siłą, zorientowali się, że nasi są duchem i siłami gotowi na każdą bitwę. Rozgorzał bardzo krwawy bój, w którym wielu padło po obu stronach, a szczególnie weterani janczarów. Ci pretorianie w oddziałach piechoty, którzy zdobyli doświadczenie w wojnach perskich i egipskich, podobno zażądali dla siebie miejsca w pierwszych liniach bitewnych. Ale ponieważ bardzo liczni nie mogą zostać pokonani przez nielicznych ani zdrowi i cali przez zmęczonych i rannych, pomni obiecanej wierności i niepokonanego męstwa ani nie myśląc o poddaniu się i ucieczce, wszyscy od pierwszego do ostatniego pomszczeni polegli w jednej rzezi pod murami i w miejscu, którego za życia strzegli. Bez wątpliwości wiadomo, że spośród Turków bowiem poza tymi, którzy w poprzednich oblężaniach zginęli, tego dnia ponad siedmiuset oddało życie powyżej wielkiej liczby rannych ze względu na małą liczbę naszych.

Sulejman, gdy Šabac wpadł w jego ręce, uznał, że trzeba przerzucić przez Sawę most ze statków zbudowany i oddziały tędy przeprowadzić, by również oblegać miasto z bliższego brzegu i pokazać Ludwikowi, gdyby chciał przyjść oblężonym z pomocą, potęgę w walce i tak wzbudzić w mieszkańcach większy strach. Zresztą gdy rzeka nabrzmiała, a sznury pękły od szybkości i naporu masy wód, nim oddziały przeszły, most łatwo się rozpadł, a statki i pomost został porwane przez Dunaj. Sulejman, pewny, że siłą swoją i przemyślnością pokona, byle tylko zdobyć miasto, wszystkie trudności, wzgardził głosami tych, którzy puste znaki zerwanego mostu obrócili w zabobon. Gdy użyto grubszych sznurów oraz żelaznych gwoździ i bali, którymi solidniejszymi statki mogły być z obu stron połączone, nakazał znowu uzyskać przewagę na mocnej strukturze. Gdy to wykonano, sam z pretorianami i większą częścią wojska przeszedł, Pyrrusa Purpurowego, który z dalszej części rzeki starał się kontynuować oblężenie, pozostawił w dalszej części obozów z zadaniem, by z rozkazu tego drugiego miejsce było w tym samym czasie z wielu stron bez przerwy ostrzeliwane.

W ten sposób przekroczywszy Sawę, Sulejman przeniósł się z miejsc w Tracji do sąsiedniego Sirmium, regionu przepięknego i bardzo znanego tak z atrakcyjności położenia, jak z produkcji szlachetnego wina, bydła i ogromu wszystkich rzeczy do życia potrzebnych. Ponieważ Sumonium niedaleko obozów się znajdowało, uznał za niegodne, jeśli miasto leżące w zasięgu jego wzroku będzie zagrażać jego dostawcom żywności przez ich niepokojenie (co zaczęło się dziać) i nękanie, wysłał Balibeja, prefekta Samandrii, z rozkazem otoczenia Sumonium oblężeniem. A ponieważ było ono słabe z powodu marnych i zepsutych ze starości murów obronnych, tak że nie łatwo mogło wytrzymać atak wrogów, mieszkańcy wynegocjowawszy z Turkami nietykalność, by mogli odejść z tobołkami w bezpieczne miejsce, miasto poddali. Ale wszyscy zostali częściowo natychmiast zabici, częściowo wzięci do niewoli i w obozie pod bronią rozsprzedani. Tak o wiele lepiej by im było otrzymać okrutną śmierć, aniżeli oddawać się barbarzyńskiej wierze. Miasto zostało podpalone i strawione ogniem.

A Ludwik, choć czuł się źle, wyruszył jednak do Tolny i gdy pośród obojętnych i nieogarnionych tłumów wyszli do niego nieliczni ze znacznych panów, nakazał, by Stefan Batory Palatyn z silniejszą częścią oddziałów ruszył w stronę Sirmium i dołożył starań, by wróg, gdy nie nadchodzi nikt, kto mógłby mu się przeciwstawić, bezkarnie nie rabował. Batory niedaleko miasta świętego Dymitra napotkał Turków i samego Balibeja, którzy ogniem i mieczem niszczyli wszystko, co im stanie na drodze. Wydał im bitwę, wyszedł z niej zwycięsko i gdy wrogowie uciekli po pierwszym ataku (bo ci sądzili, że przy wielce sławnym i pierwszym po Królu co do godności mężu są daleko większe oddziały, oraz sideł i pułapek wypatrywali), wrócił do Króla z kilkoma znacznymi jeńcami, od których dowiedział się, że Šabac wpadł w ręce wroga, Sulejman na obu brzegach Sawy po dwa obozy postawił, Nandoralba jest z wielu stron oblegana i balistami atakowana. Gdy Palatyn przybył z powrotem do Tolny do Króla i nieszczęśliwie zachorował, Balibej stwierdził, że należy po powiększeniu oddziałów wyprawy do Sirmium znów podjąć i ponowić. A skoro nikt nie staju mu na przeszkodzie, cały ów obszar niezwykle żyznej prowincji tak bardzo ogniem i mieczem w perzynę obrócił, że Salonkamenium, Kulpenikum, Barigium, Perkwazjum, samo miasto świętego Dymitra, pozostałą domenę Księcia Wawrzyńca i wszystko inne spalił oraz z tak wielkim okrucieństwem wrogiego ducha i nienawiścią zniszczył, że wszystkie również rzeczy, które niestrawione siłą ognia do najbliższych rzek, by dla wracających mieszkańców były bezużyteczne, wrzucić nakazał.



tagi: królestwo węgier  miklós istvánffy 

krzysztof-laskowski
15 maja 2018 20:14
7     328    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @krzysztof-laskowski
15 maja 2018 21:45

Chyba wiem jaki będzie koniec tej całej historii, ale te pomniejsze historie są niesamowite.

Pozdrawiam. Wytrwałości w kojejnych bitwach o tak wspaniałe tłumaczenie.

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-laskowski @betacool 15 maja 2018 21:45
15 maja 2018 22:17

To, co zdarzyło się na zakończenie księgi VIII, ogólnie znamy, ale po drodze możemy znaleźć bogatą paletę smaków, i to wielce zaskakujących.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @betacool 15 maja 2018 21:45
15 maja 2018 22:17

I pięknie dziękuję za dobre słowo.

zaloguj się by móc komentować


ainolatak @krzysztof-laskowski
16 maja 2018 07:20

Kawał dobrej roboty i życzę wytrwałości w dalszym tłumaczeniu :)

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-laskowski @krzysztof-laskowski
16 maja 2018 08:20

Bardzo dziękuję. Ad maiorem Dei gloriam.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować